
Ferdolina
Pana Ferdzisława znów dopadła bezsenność. Upały też miały w tym swój udział. Ciągłe rozmyślania o sprawach miasta były wyjątkowo męczące. Kolejna podwyżka emerytury niewiele zmieniała. Przecież w ostatnim czasie wzrosły opłaty za czynsz, wodę, śmieci… Podwyżka emerytury nie wystarczy na pokrycie innych podwyżek, więc realnie będzie miał jeszcze mniej pieniędzy dla siebie niż wcześniej. Takie sytuacje powtarzały się od wielu lat.
Przewracanie się z boku na bok też było męczące. Wstawał co chwilę z nadzieją, że za chwilę się położy i zaśnie. Ale sen nie przychodził. Za którymś razem doczłapał do pokoju gościnnego i wyszedł na balkon. Powietrze było równie duszne jak w mieszkaniu. Widok prawie się nie zmienił od czasów jego dzieciństwa. Z sentymentem spojrzał w kilku kierunkach przypominając sobie zdarzenia z przeszłości.
Strach przed tym, że po raz kolejny się położy i nie będzie mógł spać wywoływał mętlik w głowie. W sumie nie wiedział co powinien teraz zrobić. Nagle przypomniał sobie, że przecież jest mandolina, na której grywał w młodości. Wdrapał się na krzesło i ściągnął z szafy kartonowe pudło. Wiele lat przeleżała w nim stara włoska mandolina o wypukłym, gruszkowatym kształcie. Dokładnie przetarł ją flanelową szmatką i nastroił. Nie wiedział co najpierw zagrać. Zbliżała się północ. Po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że wyjdzie na balkon i odegra o północy hejnał przemyski. Zmęczenie i bezsenność dały znać o sobie, podobnie jak zamartwianie się sprawami miasta i podwyżką emerytury, która nie pokryje innych podwyżek. Spod piórka trącającego struny popłynęła smutna melodia.







